Moja przygoda z kateringiem

with Brak komentarzy

Od długiego już czasu diametralnie zmieniłam swoje nawyki żywieniowe. Nie znaczy to, że wprowadziłam jakieś dzikie zmiany, przeszłam ostrą przemianę, czy wykluczyłam cokolwiek. Moja dieta, to zdrowy rozsądek i każdy o tym doskonale wie. Póki nie muszę tego zmieniać z jakiegoś medycznego powodu, z pewnością tego nie zrobię. Wiecie przecież doskonale, że lubię jeść, tworzyć wymyślać. Co nie wyklucza jednocześnie  przestrzegania zasad. Przecież każda dieta jakąś zasadę ma. Choć tworzenie przepisów, wymyślanie dań nie sprawia mi problemu, wręcz pozwala się zrelaksować, tak pracując czasami zbyt długo, najzwyczajniej nie chce mi się szykować posiłków. Miło jest, kiedy podadzą Ci na tacy smaczne danie, a kiedy serwują każdy posiłek, to prawdziwy luksus. I tak podjęłam wyzwanie. Choć proponowano mi dietę wykluczającą, to zdecydowałam się na zbilansowaną 1700 kcal. Haha, każdy kto mnie choć odrobinę zna, wie, że bez węglowodanów nie wyobrażam sobie życia. I póki co nie zamierzam tego zmieniać.

Tak więc wracając do mojej diety. Godzina 20.00, u drzwi moich stanął Pan z papierową torbą i pięcioma pojemnikami w środku. Kolorowy posiłek na cały czwartek. Miałam ochotę otworzyć wszystko i wypróbować od razu, ale jednak zdecydowałam zrobić wszystko jak należy. Przede wszystkim byłam bardzo ciekawa, czy dam radę cały dzień ściśle trzymać się wytycznych, czy nie będę miała ochoty czegoś skubnąć.

I muszę Wam przyznać, że nawet mi to do głowy nie przyszło. Ale zacznę od początku.

Cały czwartek byłam w rozjazdach, uroki mojej cudownej pracy. Powiem jedno, jak ktoś mi wspomni, że nie ma czasu na regularne posiłki lub nie potrafi gotować, warto zadzwonić Do Rukola Twój catering Dietetyczny – oni to załatwią J .

Jedzenie przywiezione dzień wcześniej, wieczorem. Pięć, szczelnie opakowanych dań, które nawet można wrzucić do torebki. Posiłki odpowiednio dobrane do naszych potrzeb, więc nie ma potrzeby myśleć, co dzisiaj zjeść. Otwieramy w samochodzie, w parku na ławce, u znajomej na spotkaniu, czy w pracy przy biurku.

Ale co mogę powiedzieć po tych dwóch dniach… naprawdę pyszne jedzenie J To mnie miło zaskoczyło. Jestem dość wybredną osobą, lubię dobrze doprawione dania, soczyste pasztety, świeże warzywa. Były naprawdę pyszne.

Poza tym, żeby nie przegapić pory jedzenia, ustawiłam sobie przypomnienie w telefonie, więc co 3 godziny pykał J i jadłam . A co za tym idzie, nie odczuwałam przez cały dzień głodu i nie podjadałam. Uczciwie zjadłam tylko to co mi przywieziono. Przez cały dzień popijałam wodę i popełniałam tylko jedne grzech JKawa…. No cóż, bez niej się nie obejdzie.

Kolejny dzień, kolejne smaczne menu. Posiłek przywieziony wieczorkiem, mega wielki kawał smacznego ciasta i jaglanka na śniadanie. I choć akurat za tym gatunkiem kaszy nie przepadam, tak śniadanie było wyśmienite, a deser w postaci brownie jaglanego, mniam.

Ale nie było tak całkiem różowo… miałam dwa problemy, oba w mojej głowie, bo jak się okazało, tylko ja je widziałam. A mianowicie nie cierpię odgrzewanych ziemniaków. Normalnie nie mogę znieść tego smaku. Zdecydowanie zastąpiłabym ją kaszą lub makaronem. I choć te na szaszłyku mogłam grzać w piecu, tak puree niestety mogłam tylko odgrzać w mikrofali. Cóż… ale i tak zjadłam, bo pulpety i sosik były wyśmienite.

Mój drugi problem to duże kawałki owoców. Tak wi
em, mam zęby, ale to takie moje zboczenie J Choć na zdjęciu w sałatce prezentują się ślicznie takie kawałki, tak podczas konsumpcji przeszkadzają mi. Tu rozwiązanie nie sprawiało problemu, bo na moje szczęście zabrałam w trasę nóż J haha. Oczywiście kolacja zjedzona w pracy. Smakowała wyśmienicie i byłam pełna. Choć oczy chciały ja już miała dosyć J
A co Wy sądzicie o  takim rozwiązaniu? O  Rukola Twój catering Dietetyczny. Warto się zastanowić.

Ściskam Ilona ♥

*post zawiera lokowanie produktu

Dorsz w pietruszkowej skorupce

with 3 komentarze
 Dorsz w pietruszkowej skorupce
Zdecydowanie jadam za mało ryb. Ostatnio robiąc zakupy na bazarku kupiłam dorsze. Nie wiem dlaczego, ale musiałam… Nie chciałam zrobić jej jak zwykle to bywa, mąką rybę i na patelnię. Choć nie ukrywam, że tą prostotę bardzo lubię. Kolejna wersja przeze mnie podawana, to ryba na parze z ziołami i czerwonym pieprzem yummy! Ale dzisiaj pieczona w skorupce, właśnie kupiłam moją ukochaną oliwę włoską Extravergine Terre Rosse, zrobiłam pietruszkową bułkę tartą, do tego dorsz i samo jakoś tak się skomponowało. Swoją drogą muszę zaprosić Aleksandrę, żeby podzieliła się swoją ogromną wiedzą na temat oliwy Terre Rosse ♥
Dzisiaj ja podzielę się z Wami bardzo prostym przepisem na obłędną wręcz rybę w skorupce.
Ściskam
Ilona ♥
 Dorsz w pietruszkowej skorupce

Dorsz w pietruszkowej skorupce

Potrzebne będą:
Rybę czyścimy i kroimy na 2-3 kawałki w zależności od wielkości płatów. Oprószamy solą i świeżo mielonym pieprzem, układamy na blasze. Do miseczki wsypujemy bułkę tartą, posiekaną połowę pietruszki pokrojone pomidory suszone i utłuczony w moździerzu pieprz czerwony. Dokładamy 3 łyżki oliwy, dokładnie mieszamy. Tak powstałą gęstą miksturę układamy grubą warstwą na rybie i całość wkładamy do nagrzanego piekarnika.
Rybę pieczemy w 180 stopniach C około 20 minut. Panierka musi się ładnie zarumienić, a ryba musi być ładnie upieczona ale nie wysuszona.
Smacznego.
Dorsz w pietruszkowej skorupce

Chapulines – meksykański świerszcz

with Brak komentarzy
Chapulines
Lubię zmiany. Zmiany są fajne i ciekawe. Prowadząc magazyn współpracowałam z wieloma ciekawymi ludźmi i ostatnio zastanawiałam się dlaczego nie mogę robić tego dalej na blogu?! Do zespołu Kuchni Ilony dołączyło  kilka osób. A dzięki temu podzielę się z Wami fajnymi wiadomościami, podróżami i smakami przede wszystkim. Najbliżsi wiedzą, że uwielbiam podróżować. Blisko i daleko, ale w niektóre miejsca na chwilę obecną nawet nie planuję wyjazdu 🙂 Za to moja rodzinka, również podróżująca, tak. Ps. nie dziwne, że też lubię wyprawy w nowe miejsca. Tym wpisem zacznę gościnne występy. A dzisiaj podzielimy się z Wami wyprawą do meksyku i smacznymi świerszczami, które są niewątpliwie atrakcją dla nas.

(więcej…)

Kurczak z selerem w garnku rzymskim

with Brak komentarzy

kurczak z selerem w garnku rzymskim

To się nazywa zdrowy i smaczny obiad. Uwielbiam, moja rodzinka również. Prawdę mówiąc to mały efekt lenistwa 🙂 Tak… najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się iść do piwnicy po ziemniaki, a do tego obierać i stać przy garach. To  jeden z tych obiadów, który sam się robi. Wystarczy o nim pomyśleć około godziny przed podaniem:) Garnek rzymski w mojej kuchni już znacie. Wykonany przez Pana Mariusza, rewelacyjny KLIK. Kurczak i seler znalazł się w mojej lodówce i przyprawa do shoarmy z firmy Przyprawy Świata KLIK. Tej nigdy w mojej szufladzie nie brakuje, zawsze ją mam, a jak się skończy, zdarzyło mi się zrobić tą mieszankę samodzielnie, również korzystając z oferty Przypraw Świata. Ale to innym razem. Dlaczego shoarma? To mieszanka jedynaczka 😉 wystarczy nią posypać i już niczego nie potrzebujemy, żadnej dodatkowej soli czy pieprzu, doskonale skomponowana. Ale ja tu gadu-gadu, a przepis czeka 🙂

Mam nadzieję, ze skusicie się na takie obiady. Jestem fanką Glinianej Kuchni i z całą pewnością teraz będzie takich potraw więcej i częściej.
Ściskam Ilona

kurczak z selerem w garnku rzymskim

Kurczak z selerem w garnku rzymskim

Potrzebne będą:
Garnek rzymski wstawiamy do zlewu lub dużej miski i zalewamy wodą. Pozostawiamy na minimum 20 minut, żeby glina nasiąkła wodą. Seler myjemy obieramy i kroimy w grube plastry, minimum 1,5 cm, osuszamy i posypujemy przyprawą do shoarmy z Przypraw Świata. Kurczaka myjemy, osuszamy i również posypujemy przyprawą. Pietruszkę siekamy, odstawiamy nie wywalamy łodyżek.
Garnek rzymski wyciągamy z wody, układamy na dnie kurczaka, na niego seler, na samą górę łodyżki pietruszki i wstawiamy do jeszcze zimnego piekarnika, ustawionego na 200 stopni C. Całość pieczemy około 40 minut od nagrzania się piekarnika. Sprawdzamy czy kurczak jest gotowy, ewentualnie dopiekamy.
Danie podajemy obficie posypane pietruszką.
Smacznego.
PODPOWIEDZI
* Warto pozostawić i korzystać podczas gotowania lub pieczenia z łodyg pietruszki. Często je wywalamy, a mają ogrom aromatu, o witaminach nie wspominając. Po upieczeniu lub ugotowaniu są bardzo smaczne.
* Dostałam pytanie, dlaczego w garnku, po pieczeniu, jest tyle wody, czy ona się skrapla z garnka, czy jest na przykład źle wypalony. Otóż nie. Z garnkiem jest wszystko w najlepszym porządku, z Waszym pieczeniem również. Ta „woda” to tłuszcze, woda, sos, który uwalnia się z mięsa. Niektóre mają ich więcej, niektóre mniej. Często zlewam go do słoiczka, mam idealną i naturalną bazę do zupy. Można również mrozić.
* Mrożę prawie wszystko – naturalny sos z mięsa po przygotowaniu w garnku rzymskim, możemy przechowywać w zamrażalniku około 2-3 miesięcy.
kurczak z selerem w garnku rzymskim

Gotowanie i pieczenie w naczyniach glinianych

Tea masala, mieszanka do herbaty indyjskiej

with Brak komentarzy
 tea masala
Masala w języku hindi oznacza przyprawy. Jest wiele niesamowicie aromatycznych mieszanek masala. W Polsce najpopularniejsza to garam masala, ale dzisiaj zaproponuję Wam mieszankę przypraw do herbaty, Chai Masala lub, jak kto woli, Tea Masala.
Jest bardzo aromatyczna, przypomina mieszankę piernikową i nic w tym dziwnego, ponieważ jak ona, składa się z przypraw korzennych, w troszeczkę innych proporcjach.
Kiedy skończyła mi się oryginalna mieszanka sprezentowana przez Dankę, postanowiłam stworzyć własną. Tym razem skorzystałam z bogatej oferty firmy Przyprawy Świata z Gdyni (KLIK), gdzie przyprawy możemy dostać już w wersji mielonej, ale jeżeli ktoś woli ucierać samodzielnie, to i dla nich znajdą się owe aromaty w opcji całej 🙂 Osobiście i z pełnym przekonaniem mogę polecić tą firmę, od lat jestem ich wierną klientką i zaraziłam tym wielu znajomych.

tea masala
Mieszanka do herbaty indyjskiej Tea Masala

Potrzebne będą:

  • 3 łyżki mielonego imbiru
  • 2 łyżki mielonego cynamonu
  • 2 łyżki mielonych goździków
  • 2 łyżki mielonego kardamonu zielonego
  • 1 łyżka mielonej gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki mielonego pieprzu kolorowego
  • 1 łyżka mielonego kardamonu czarnego (opcjonalnie)
Wszystkie przyprawy wrzucamy do słoiczka i bardzo dokładnie mieszamy. Przechowujemy w suchym miejscu.
Najlepiej użyć całe przyprawy i samodzielnie je sproszkować przy pomocy bardzo mocnego blendera (czego osobiście nie polecam), albo w moździerzu, ręcznie ucierając.
Taką mieszankę można podarować, komuś, kto lubi aromatyczne napoje z nutką pikanterii, ponieważ niewątpliwie szczypie  w język.
Warto również wspomnieć, że przyprawy jak imbir, gałka muszkatołowa, cynamon czy goździki , jak również herbata z nimi zrobiona, są doskonałymi afrodyzjakami. Z całą pewnością taki napój zastąpi eliksir miłości.
Bardzo jestem ciekawa, jakie robicie eliksiry miłości i czy na co dzień przemycacie do potraw afrodyzjaki.
Napiszcie w komentarzu lub w mailu. Z niecierpliwością czekam na Wasze opinie.
Ściskam Ilona
tea masala